O autorze
Kobieta, mama, trenerka, coach, dziennikarka, kocha ludzi, sztukę i psy. Pierwsza wskazuje na głęboką wodę i zawsze dopływa do brzegu. Wierzy, że jako dzieci rodzimy się dobrzy, a proces uspołeczniania nas psuje. Wie, że wszystko da się naprawić - wystarczy chcieć.:)

Emocjonalne porno

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/para-m%C5%82odzie%C5%BCy-zakochany-pary%C5%BC-814825/]macadam13[/url] / [url=https://pixabay.com/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / macadam13 / CC0 Public Domain
Pewna gwiazda kina xxx, zapytana, czy nie boi się, że ktoś ją rozpozna na ulicy, odpowiedziała z uśmiechem: - Po kilku sekundach od uniesień ten facet nie pamięta już mojej twarzy! Z kobietami jest podobnie - prędzej przypomnimy sobie buzię gwiazdy, która przeżywała nasze fantazje, niż mężczyzny, który ich dostarczał. Niestety ten sam mechanizm działa w równie ważnej, jak popęd sferze, zaspokajania naszych potrzeb emocjonalnych: zainteresowania, czułości, bliskości, miłości. Intensywnie, miło, acz krótko, przyjemność bez zobowiązań. I wszystko gra (jesteśmy dorośli), o ile obie strony wiedzą, co się dzieje. A jeżeli wie tylko jedna?

Ula, l.42: poznałam Marcina na nudnej, smutnej imprezie. Obiecałam sobie, że nigdy tam nie wrócę, ale jego zapamiętałam - był cichy, ale inteligentny, sympatyczny. Po kilku miesiącach trafiliśmy na siebie na fejsie. I zaczęła się jazda - on porzucony, po przejściach, chętny do wylewania żalu, przytulania, pocieszania, nieśmiały i taki miły. A ja - od zawsze „Matka Teresa” skrzywdzonych facetów - poleciałam na ten lep. Zaczęliśmy się spotykać, dość szybko staliśmy się najbliższą na świecie parą. Poziom zaufania sto, porozumienie tysiąc, plany na przyszłość: milion. Ale szybko przestałam rozumieć co się dzieje.

Damian, l.34: myślałem, że jestem babiarzem. Kiedy doszedłem do dwudziestu, przestałem liczyć „moje” kobiety. Nie jestem z tego dumny, wiem co każe mi gonić króliczka. No, ale trafiła kosa na kamień. Monika była inna, skrzywdzona, zaplątana, depresyjna. Młodziutka, śliczna i taka cholernie niewinna. Bardzo wierząca, zakochałem się po uszy. Rzuciłem wszystko i na prawie rok zapomniałem o istnieniu innych kobiet. - Gdyby nie odległość na pewno spotykalibyśmy się częściej - tłumaczyła. No i rodzice - krzywo patrzyli na nasz związek. Dawałem sobie wmawiać, że wszystko jest ok.


Magda, l.38: po odejściu męża nie mogłam się pozbierać. Łowiłam spojrzenia i uśmiechy mężczyzn, na dowód że jestem jeszcze kobietą. W domu dwie córki, jedna niemowlę, nie bardzo miałam sposobność do flirtów. Na moją jedyną przyjemność - fitness - przychodziły młode laski, a obok nich prężyli się chłopcy. Czułam się jak zużyta, za gruba mamuśka ze zmarszczkami. Schudłam więc i wróciłam do komputera. Tak trafiłam na Rafała - genialny muzyk, przystojny, wrażliwy, świetny kucharz i kochanek. Sporo ode mnie straszy, samotny - myślałam to jest ten. Obudziłam się dopiero, jak na moje miejsce na jego strychu, pojawiła się nowa dziewczyna. I tak nadal nie rozumiem, jak mogłam tego nie zauważyć.

Sygnał 1. Z nim/nią czujesz się spokojnie, bezpiecznie, oboje fruwacie w obłokach. Tyle, że już za drzwiami pojawia się pierwszy, dziwny lęk i myśl: on/a tylko udaje, bawi się ze mną, gra w coś, manipuluje. Skąd te myśli? O ile jesteś osobą zdrową psychicznie, to znaczy że odczytałaś/eś prawidłowo wszystkie sygnały, które wysłała ukochana osoba zupełnie niechcący, a ty jeszcze bardziej niechcący je odczytałeś/aś. Oczywiście nie chcesz tak myśleć, więc czym prędzej ganisz swoją „nadmierną podejrzliwość, irracjonalny lęk, itp.” i sprawdzasz: piszesz, dzwonisz, jedziesz. Jesteś uspokajana/y lub nie - to zależy wyłącznie od tego, czy Twoja „miłość” właśnie ma czas i ochotę na chwilę przyjemności z Tobą, czy nie. I tak właśnie stałaś się „gwiazdką EM-PORNO”, włączaną i wyłączaną w dowolnym czasie przez „użytkownika”: Twój/Twoja love.

Ula: Bardzo dziwiło mnie, kiedy Marcin niewiele pamiętał z naszych spotkań. Rzecz jasna tłumaczyłam to sobie stresem w jakim żyje, nadwrażliwością, a nawet nieśmiałością. Miał tyle złych doświadczeń z kobietami, skomplikowaną relację ze starszą siostrą. Zakochałam się po uszy, nawet nie wiem kiedy. Myślę, że już podczas pierwszych, długich rozmów na fejsie. Bliskość i czułość były kropką nad i. A potem zaczęły się te dziwne maile i sms-y, po kolejnym „naszym” dniu, czy weekendzie: „Dziś zmieniam plany, potrzebuję oddechu, jesteś dla mnie za dobra, muszę to wszystko przemyśleć.” Myślałam, że może jestem „toksyczna”, za dużo chcę i tak dalej, no ale już po półtora miesiąca?

Sygnał 2. Dość szybko zmieniają się zasady Waszej relacji, i co ważne: nie Ty je zmieniasz. Przestajesz mieć wpływ na to, co się dzieje, a nawet jeżeli odzyskujesz jakimś cudem realizację danych obietnic, kosztuje Cię to masę czasu i energii. Jeżeli jeszcze nie jesteś zakochany/a, dajesz sobie spokój, myśląc, niech się zdecyduje, mam inne sprawy. Problem w tym, że najczęściej jesteś już śliwką w kompocie i jedyne co Ci pozostaje, to czekać, kiedy znów zostaniesz „włączony/a”.

Magda: Chodziłam ciągle niewyspana, zaczęłam zawalać pracę, zaniedbałam córki. Złapałam się na tym, że tylko patrzę w telefon. A kiedy mnie wzywał, rzucałam wszystko i gnałam na drugi koniec Warszawy, czasem tylko po to, żeby popatrzeć jak śpi. Siostra śmiała się ze mnie: „Jaś nie doczekał”, ale ja wiedziałam, że to moja wina, spóźniłam się. Następnym razem jechałam jeszcze szybciej, w końcu nie spałam trzy noce pod rząd, bo raz pisał: przyjeżdżaj, a za chwilę odwoływał. Odsypiałam w pracy, o ile nie dzwonił zapytać, jak mi się podobało... No, jak? Bardzo!

Damian: Monika, punktualna, akuratna, zaczęła nagle „znikać”. Nie odzywała się całe dnie, nie odpisywała, nie odbierała telefonu. Gdyby nie ponad pięćset kilometrów, pewnie jeździłbym jak idiota codziennie, sprawdzając czy żyje - cholernie się o nią martwiłem. Miała dołki, a ja zaczytywałem się w stronach o depresji. Za każdym razem znajdywałem nowe objawy, które świadczyły o tym, że z Moniką jest źle. Szalałem, ale zawsze w końcu uspokajała mnie wiadomością, że telefon padł, albo rodzice zabronili jej ze mną rozmawiać.

Sygnał. 3. Przestajesz rozumieć co się dzieje. Czujesz się coraz bardziej winny/a, że wszystko idzie nie tak, a swojego partnera idealizujesz. Rozpamiętujesz, jak na początku było cudownie, jak dobrym jest człowiekiem i nie przestajesz analizować, jak dużo w krótkim czasie zepsułeś/aś. Ty i tylko Ty jesteś winny/a.

Czwartego sygnału nie ma. Jest jakiś koniec: „Zróbmy sobie przerwę” (Ula przeczytała sms-a), „Rodzice nigdy się nie zgodzą, szanuję ich, wybacz” (Damian dostał maila), czy następczyni (Magda zastała ją w „swoim” pokoju).
Ale jeżeli myślisz, że jest to koniec prawdziwy, jesteś w błędzie. Teraz dopiero zaczyna się część druga przedstawienia: „Zostańmy przyjaciółmi” i wszystko toczy się dalej, tylko z bezpiecznej odległości i bez żadnych zobowiązań: maile, smsy, posty... Wspomnienia, żale, zachwyty nad tym, jak było, jak mogło być, gdyby... Niestety, tylko od Ciebie zależy czy i kiedy wyłączysz prąd.

Ula: mam na szczęście kilku przyjaciół facetów. Na początku traktowali Marcina poważnie, ale dość szybko zaczęli się uśmiechać, kiedy zwierzałam im się z moich problemów. Wytłumaczyli mi, co się dzieje - szczególnie obrazowo kolega, wędkarz: „słuchaj, on wykonuje ruchy robaczkowe. Widziałaś te białe i czerwone pokarmy na ryby? Raz w tą, raz w tą się ruszy, ale donikąd nie dojdzie”. Leczyłam się długo z tej miłości. Kilkakrotnie dłużej, niż trwała w rzeczywistości.

Damian: Wierzę, że ona wróci. Zerwała ze mną miesiąc temu, może to tylko kolejny dołek? Czekam, aż znów się odezwie. Jak się nie doczekam, to będzie kara za moje grzechy. Nie szukam kobiet, zacząłem chodzić do kościoła.

Magda: Mam nowego faceta. Też jest muzykiem. Z Rafałem skończyłam na prywatnym „detoksie”: nie czytałam, nie odpowiadałam, usunęłam go z fejsubuka. Strasznie się męczyłam, nie spałam, nie jadłam. Gdyby nie siostra, pewnie do dziś stałabym pod jego oknami i czekała, aż tamta wyjdzie.

Kto staje się „użytkownikiem” EM-PORNO, a kto jego „gwiazdą”? Psychologowie twierdzą, że obie strony są bardzo do siebie podobne. Mają niskie poczucie własnej wartości, spory deficyt miłości, syndrom odrzucenia (często wyniesione z dzieciństwa), spory poziom lęku i poczucia winy. Co ważne, „użytkownicy” rzadko działają świadomie - manipulacja i specyficzna gra z „gwiazdą” są dla nich tak samo naturalne, jak picie piwa.
EM-KOCHANKÓW różni jednak sposób poszukiwań i realizacji emocjonalnych potrzeb: „użytkownik” satysfakcję emocjonalną czerpie w małych, krótkich dawkach, bowiem panicznie boi się realnych zbliżeń, związanych z tym zobowiązań, krzywd i poczucia winy. „Gwiazda” wciąż próbuje naprawdę, głęboko i do dna - tym razem uda się, będzie kochany/a i będzie kochać. Tym razem na pewno niczego nie zepsuje.

Joanna Konieczna

PS Imiona rozmówców zostały zmienione. Żadne z nich nie zgodziło się na podanie kontaktu do byłego/byłej kochanka/i.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...